Obiecałam, że nigdy więcej nie zrobię lariatu i oto jest kolejny :D Podczas jednych targów, gdzie prezentowałam swoje wyroby, gościom bardzo spodobał się mój pierwszy naszyjnik - lariat w kolorze stali (KLIK). Zarzekałam się, że za żadne skarby świata nie powtórzę tego wyczynu, ale życie lubi płatać figle.
Lariat został zamówiony jako komplet z
bransoletką - przede wszystkim miało być prosto i podobnie do stalowego
naszyjnika. Sam naszyjnik ma długość 150 cm plus zapięcie typu toggle w
kształcie winorośli. Bransoletka ma długość 20 cm. Oba elementy zostały
wykończone tulejkami ze stali chirurgicznej. Stal, jako materiał, jest
bardzo trwała i nie uczula, co jest istotną informacją dla osób
uczulonych na nikiel lub inne metale, dlatego też często polecam wybrać
takie wykończenia zamiast zwykłych metalowych.
Komplet został zamówiony na prezent dla żony, która sama sobie go wybrała - nie wiem jak u was, u mnie w domu podobnie się praktykuje. Mama przed świętami daje listę (tudzież wymownie zachwyca się wybranymi rzeczami z katalogów lub moich zasobów biżuteryjnych ;) ), tata (nie, tata nie nosi świecidełek) i babcia podobnie, dzięki czemu wiadomo z czego wybrać (zdarzyło się wam dostać coś... nietrafionego?). Ze mną nie ma problemów, każdy kilogram koralików sprawia mi taką samą radość i chętnie adoptuję każdy.
A jak jest u was? Podzielcie się w komentarzach!
P.S. Prezent się podobał ;)
A jak jest u was? Podzielcie się w komentarzach!
P.S. Prezent się podobał ;)








